Tvp info o wydarzeniach w Kijowie

Tvp info o wydarzeniach w Kijowie

Karetka w kijowie

2012-05-06, Kijów (Ukraina) Upał i trudna trasa, ale Kijów piękny Relacja Roberta z 73. maratonu

W drodze do przebiegnięcia wszystkich stolic europejskich musiałem się zmierzyć z Kijowem. Przewodnik po Ukrainie dostałem w 2010 roku od mojego kolegi Marcina, który spędził w Kijowie sporo czasu na służbowej delegacji. Był to zresztą prezent na moje życzenie, który dostaliśmy z Anią w czasie naszej imprezy poślubnej. Przewodnik przeleżał na półce prawie 2 lata, ale wiedziałem, że w 2012 roku go wykorzystam.

Początkowo miałem plan, żeby przebiec indywidualny maraton w Kijowie i to z dodatkowym wyzwaniem. Przez cały dystans chciałem kopać przed sobą piłkę futbolową. Przebiegłbym pewnie powyżej 4 godzin, ale zapamiętałbym ten maraton do końca życia. Rok też byłby łatwy do zapamiętania - wtedy, kiedy wraz z Ukrainą organizowaliśmy piłkarskie Mistrzostwa Europy - EURO 2012. Gdyby Ukraińcy pozwolili mi zrealizować mój plan na Stadionie Olimpijskim, byłbym przeszczęśliwy.

Sprawy potoczyły się jednak inaczej. Okazało się, że Kijów zaczął organizować maraton. W 2011 roku impreza odbyła się we wrześniu, ale rok później zaplanowano ją na 6 maja. Tak się złożyło, że na 3 maja zostaliśmy zaproszeni z Anulką na ślub mojej koleżanki Kasi. W weekend nie mieliśmy żadnych imprez biegowych, stwierdziłem więc, że mógłbym polecieć bezpośrednio w Warszawy do Kijowa. Doszliśmy do wniosku, że będzie najlepiej jeśli polecę sam, bo Anulka musiała się zająć psem, który był trochę zaniedbywany z powodu naszych ciągłych wojaży. I tak padł plan kopania piłki w czasie maratonu w Kijowie - jechałem na oficjalną imprezę. Przy okazji chciałem się przekonać, jak Ukraina jest przygotowana do zbliżającego się EURO.

Wycieczka rozpoczęła się w czwartek, kiedy po porannym treningu wyjechaliśmy z Bielska w stronę Warszawy. W środku długiego weekendu drogi były puste i bardzo szybko dojechaliśmy do pałacyku w Otrębusach, gdzie miało odbyć się wesele. Pogoda była wspaniała, więc z przyjemnością przespacerowaliśmy się po pałacowym ogrodzie, przy okazji robiąc sobie małą sesję zdjęciową. Na ślub w Wilanowie dojechaliśmy autokarem, a potem z powrotem do Otrębusów na wesele. Trochę potańczyliśmy, ale sen szybko nas zmorzył (to przez ten poranny trening) i po północy poszliśmy spać. Rano Anulka odwiozła mnie na Okęcie i sama wróciła do Bielska.

Lot minął szybko, a ponieważ lotnisko Borispol jest umiejscowione na wschód od miasta, miałem okazję obejrzeć Kijów z lotu ptaka. Na miejscu szybko wymieniłem pieniądze i udałem się do autobusu. Był cały załadowany i stał przed nim wianuszek zagranicznych turystów. Zagadałem do młodego Ukraińca, który leciał ze mną z Warszawy i on niejako wprowadził mnie do autobusu, w którym prawie nie było już wolnych miejsc. Zapłaciłem i usiadłem z tyłu, autokar stał jeszcze parę minut i odjechał z zajętymi wszystkimi miejscami siedzącymi. Jaka to była ulga, kiedy ruszył. Myślałem, że się ugotuję na tylnym siedzeniu, wciśnięty między kilku pasażerów. Lufcik w dachu dawał cudowną bryzę w czasie jazdy.

Przejechaliśmy przez Piwdennyj Mist na południu. Po drugiej stronie Dniepru widać było wzgórze, na którym stoi Pomnik Ojczyzny-Matki oraz Peczorska Ławra. Kijowski klasztor w jaskiniach jest jedną z głównych atrakcji Kijowa. W czasie mojej wizyty nie miałem niestety okazji odwiedzić jaskiń, ale może kiedyś uda mi się ponownie zawitać do stolicy Ukrainy, żeby nadrobić zaległości.

Wysiadłem na dworcu głównym, skąd opracowaną już wcześniej na mapie trasą udałem się na piechotę do mojego Hotelu Express. Trudno go nie zauważyć, bo ma aż 16 pięter i wyróżnia się wśród raczej niskiej zabudowy okolic ogrodu botanicznego. Hotel był stary i raczej zaniedbany, ale zdecydowałem się na niego, bo była to jedna z najtańszych opcji, a ponieważ podróżowałem sam, to nie potrzebowałem specjalnych luksusów. Ceny hoteli na Ukrainie znacznie podskoczyły przed Mistrzostwami Europy, krytycznie wypowiadała się na ten temat nawet organizacja piłkarska UEFA. Wielu kibiców ogłosiło bojkot i nie chciało w ogóle przyjeżdżać na Ukrainę, żeby kibicować tu swoim drużynom. Komunikacja była bardzo słaba, właściwie w grę wchodziły tylko połączenia lotnicze z zachodu, które i tak nie były najlepsze. Ceny hoteli stanowiły dodatkowy czynnik zniechęcający. Dania rozgrywała swoje mecze grupowe na Ukrainie, a ponoć kibice zdecydowali się kibicować swojej drużynie ...z Krakowa, bo tam było po prostu dla nich wygodniej.

EURO na Ukrainie było również bojkotowane przez polityków UE, w związku z uwięzieniem byłej premier Ukrainy Julii Tymoszenko za rzekome nadużycia przy zawieraniu kontraktów gazowych z Rosją. Myślę, że część osób nie chciała przyjeżdżać na Ukrainę w obawie przed kiepską organizacją imprezy. Po tym, co zobaczyłem przy okazji maratonu, takie uprzedzenia były jak najbardziej uzasadnione. Ale o tym później.

Wyszedłem z hotelu, żeby rozruszać nogi i pozwiedzać Kijów. Szedłem ulicą Szewczenka na wschód. Po prawej stronie miałem park, po lewej minąłem sobór św. Włodzimierza. Skręciłem w lewo w ulicę Wołodymyrską, minąłem ładny budynek Domu Nauczyciela i doszedłem do kijowskiej opery. Tam skręciłem w ulicę Bogdana Chmielnickiego i doszedłem do ulicy Chreszczatyk, którą następnego dnia miałem biec maraton. Bardzo szeroka arteria otoczona była ogromnymi budynkami, które kiedyś wznoszono w celu pokazania potęgi Związku Radzieckiego. W każdą stronę prowadziły aż 4 pasy, chodniki również były bardzo szerokie. Chreszczatyk trochę przypominał mi warszawską ulicę Marszałkową, tyle że wszystko było tu dwa razy większe. Wielki zegar na jednym z budynków odliczał czas do pierwszego gwizdka na EURO 2012 - zostało jeszcze dokładnie 35 dni.

Doszedłem do Majdanu Niezależności (Placu Niepodległości), który jest głównym i najbardziej znanym placem Kijowa. Zapamiętałem go ze zdjęć z przełomu 2004 i 2005 roku, kiedy odbywała się tutaj pomarańczowa rewolucja, a do władzy dochodzili liderzy opozycyjni: Wiktor Juszczenko i Julia Tymoszenko. Mimo wielu problemów w czasie pierwszych wolnych wyborów na Ukrainie, Juszczenko ostatecznie został prezydentem, a Tymoszenko - premierem. W czasie mojej wizyty dużo od tego czasu się zmieniło. Juszczenko zupełnie stracił poparcie społeczne, które było marginalne, a Tymoszenko wylądowała w więzieniu z zarzutami rzekomej defraudacji i zlecenia zabójstwa. U władzy na Ukrainie był Wiktor Janukowicz, który w czasie pomarańczowej rewolucji stał po drugiej stronie barykady.

Półtora roku po moim pobycie w Kijowie, na Majdanie miały miejsce dramatyczne wydarzenia. Janukowycz odłożył wtedy podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, co zaskutkowało masowymi protestami pod koniec listopada 2013 roku. Majdan był okupowany nawet przez 800 tysięcy demonstrantów, przeważnie było to 50-200 tysięcy w czasie regularnych prostestów. W ulicznych walkach w lutym 2014 roku zdrowie i życie straciło kilkaset osób. Janukowycz przywrócił konstytucję z 2004 roku, rozpisał nowe wybory, a następnie uciekł z Kijowa i został usunięty z urzędu.

Na Majdanie Niezależności miał być start i meta maratonu. Trwały już prace przy wznoszeniu sceny. Obszedłem plac dookoła. Po drugiej stronie Chreszczatyka stoi wysoka statua św. Michała Archanioła, a za nią olbrzymi Hotel Ukraina.

Poszedłem do parku nad Dnieprem. Trzeba się było wdrapać na sporą skarpę. Liczyłem na wspaniałe widoki, ale Dniepr było widać tylko czasem między drzewami. Poszedłem w kierunku stadionu Dynama Kijów. Do tej części parku prowadzi wąski mostek, na którym młode pary przyczepiły setki kłódek. Dużo poniżej mostka widać uliczkę, którą miał przebiegać maraton. Stadion Dynama Kijów został wniesiony w 1927 roku i nosi imię Walerego Łobanowskiego - znanego piłkarza i trenera Związku Radzieckiego oraz później Ukrainy.

Poszedłem dalej na południowy-wschód parku. Doszedłem do alei odchodzącej od Placu Konstytucji. Stąd miałem dobry widok na północną część Kijowa. Zmorzył mnie upał i zatrzymałem się na chwilę w kawiarence pod parasolami. Kupiłem wielki kubek zimnego kwasu chlebowego, który leją tu z beczki. Jest to ukraiński napój narodowy. Bardzo mnie orzeźwił i mogłem kontynuować wycieczkę. Wróciłem ulicami w stronę Majdanu Niezależności, mijając po drodze wiele budynków ukraińskiej administracji publicznej oraz ambasad. Byłem pod wrażeniem luksusowych samochodów, jakie jeżdżą w Kijowie. W Warszawie nie widuje się aż tylu limuzyn i wypasionych sportowych aut. Z drugiej strony, na Ukrainie widziałem też wiele totalnych gratów, których nikt nie dopuściłby do użytku w Polsce. Obrazuje to rozwarstwienie społeczne w tym kraju. Ułamek procenta miejscowej ludności (politycy, oligarchowie i mafia) opływa w luksusy, podczas gdy większość społeczeństwa klepie biedę.

Doszedłem do Hotelu Ukraina spod którego mogłem popatrzeć z góry na Majdan Niezależności. Stąd można wejść do nowoczesnego centrum handlowego Globus. Przeszedłem znowu przez główny plac i skierowałem się w kierunku cerkwi św. Michała. Jej oficjalna nazwa to Monaster św. Michała Archanioła o Złotych Kopułach. Kompleks świątynny powstał w XVIII wieku, został zniszczony przez władze radzieckie, a odbudowany po odzyskaniu niepodległości, kilka lat przed moim przyjazdem. Cerkiew ma rzeczywiście złote kopuły, a elewacje wszystkich budynków kompleksu są pomalowane na ładny, błękitny kolor. Przeszedłem niewielki kawałek w kierunku katedry św. Zofii (Sobór Sofijski, Sobór Mądrości Bożej). Cerkiew jest wpisana na listę światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO, znajduje się w niej muzeum narodowe. Sobór Sofijski został odrestaurowany w zielonych kolorach, wydaje się mniejszy od cerkwi świętego Michała, ma za to olbrzymią dzwonnicę. Na placu przed nią stoi pomnik Chmielnickiego, który jest na Ukrainie bohaterem narodowym. Skierowałem się z powrotem w stronę hotelu, po drodze mijając jeszcze złotą bramę, pozostałość po stojącym tu w średniowieczu grodzie.

Source: http://www.wroclaw.pl/ranni-ukraincy-przylecieli-do-wroclawia



Watch video:

Tvp info o wydarzeniach w Kijowie

перевозки по киеву

Około północy w poniedziałek transportowym samolotem wojskowym Casa przyleciało do Wrocławia 18 Ukraińców, mężczyzn rannych głównie podczas ostatnich wydarzeń w Kijowie. Z lotniska zostali karetkami przywiezieni prosto do szpitala wojskowego przy u. Weigla.

Trafili na różne oddziały: chirurgię ogólną, chirurgię szczękowo-twarzową, ortopedię. 10 z nich jest w stanie się poruszać, 8 leży. Jeden z nich już był operowany na chirurgii naczyniowej . Pięciu pacjentów ma rany postrzałowe. Dwóch pacjentów, najciężej rannych trafiło na OIOM. – Są w stanie ciężkim, ale stabilnym, ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – potwierdza Piotra Garba, kierownik Klinicznego Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii.

Jeden z nich został dwukrotnie postrzelony: w ramie i w klatkę piersiową. Pocisk uszkodził mu nerkę i śledzionę, która usunięto mu w szpitalu w Kijowie.

– Drugi dostał postrzał w brzuch z broni małokalibrowej, a pocisk przeszedł przez paszport, który miał w kieszeni – opowiada Piotr Garba.

Kilku innych Ukraińców ma urazy nóg, będące następstwem wybuchu petrad i granatów. Jeszcze inny ma obrażenia twarzy i głowy, które – zdanie lekarzy - świadczą o pobiciu.  

22 letni Wlad od początku wydarzeń był na majdanie w Kijowie. - 18 lutego napadła na mnie grupa zamaskowanych sprawców. Pobili i skopali. Mam połamane żebra - opowiada z powagą o tym, co się stało.

35 letni Igor Nowicki ma wszędzie rany na nogach. – Granat wybuchł mi pod nogami – pokazuje obrażenia. – Milicjanci strzelali do nas cywilów. Mieliśmy koktajle Mołotowa, ale aby się bronić, nie atakowaliśmy ich pierwsi – wspomina. Mimo tego co przeżył uśmiecha się i pokazuje palcami znak zwycięstwa.   

W szpitalu przy ul. Weigla ranni Ukraińcy są ponownie diagnozowani, ponieważ do Wrocławia przylecieli bez dokumentacji medycznej. – Albo informacje medyczne są bardzo skąpe – przyznaje kierownik OIOM-u.

Niektórzy Ukraińcy wymagać będą ponownych operacji, a potem czeka ich rehabilitacja.

Komendant 4 Wojskowego Szpitala Klinicznego zapewnił, że są na takie sytuacje przygotowani i 18 osób nie wpłynie na pracę szpital. – Odbieramy masę telefonów od różnych osób i organizacji z chęcią pomocy poszkodowanym – mówi płk. Grzegorz Stoinski.

Od poniedziałkowego wieczoru Harcerskie Pogotowie Pomocy Ukrainie ZHR poszukiwało rodzin, które otoczą opieką rannych podczas ich pobytu w szpitalu. - Chodzi o rodzinne ciepło, zakupienie drobiazgów np. kapci, szlafroka, ręcznika, szczoteczki do zębów, czy soku. Ważne jest też, aby umożliwić im kontakt telefoniczny z rodzinami na Ukrainie – apelowała Marek Kamecki z Harcerskiego Pogotowia Pomocy Ukrainie. Od rana zgłosiło się już ponad 40 chętnych. Są też rodziny z Wrocławia, które są chętne przyjąć Ukraińców pod swój dach, gdy już opuszczą szpital.

Source: http://www.robertcelinski.com/index.php?go=relacje&id=20120506_Kijow